marketing za przyzwoleniem

Książka Setha Godina „Marketing za przyzwoleniem” nie odkryła przede mną niczego nowego. Założenia w niej zawarte stosuję i promuję już od wielu lat. Nie mam jednak żadnych wątpliwości – to obowiązkowa pozycja dla każdego właściciela nie tylko małej firmy.

Wszystko, co wyczytałeś w internecie ta temat marketingu to bzdury!

Tradycyjne pojmowanie reklamy nie sprawdza się w dzisiejszych czasach, a szczególnie dla małych, lokalnych firm. Prezentowanie reklam w telewizji, prasie czy radio to tak zwany marketing przeszkadzający. Oglądasz serial i co dwadzieścia minut jakieś firmy przeszkadzają tobie w rozrywce tylko po to abyś zwrócił uwagę na ich produkt. Oczywiście przełączasz na kolejny kanał, ale tam również robią to samo. Po kilku takich próbach chcąc czy nie zaczynasz kojarzyć już prezentowane produkty i być może niektóre z nich znajdą się w twoim koszyku na sobotnich zakupach.

To bardzo trudny i kosztowny marketing. Z pewnością nie stać cię na takie akcje. Żeby taki marketing był skuteczny trzeba naprawdę długo i z uporem maniaka przeszkadzać ludziom w ich życiu. To dlatego twoje dotychczasowe próby reklamy przynosiły tak mizerne efekty. Pojedyncze reklamy zamieszczone tu i ówdzie są za mało przeszkadzające. Nikt ich nie pamięta. Jeśli chcesz uzyskać dobry efekt z reklamy musisz przeszkadzać częściej i na większą skalę… lub zastosować strategię marketingu za przyzwoleniem.

Marketing za przyzwoleniem

Przeciwieństwem przeszkadzania klientom natarczywymi reklamami jest dostarczanie im takich reklam na które czekają i które są dla nich użyteczne. Pewnie myślisz, że to niemożliwe. Kto będzie czekał na reklamę?

Oto prosty przykład, który to wyjaśni:

Wyobraź sobie, że jesteś dentystą i reklamujesz swoje usługi w tradycyjny sposób. Przedstawiasz usługę borowania, wybielania czy nawet wyrywania zębów i podajesz dane kontaktowe. Kto czeka na taką reklamę? Chyba tylko ci których bolą zęby. Ja z pewnością będę ją ignorował. Zmień jednak trochę regułę i zamiast usługi borowania zaoferuj coś innego. Coś co będzie przydatne dla mnie właśnie w tym momencie. Co to może być? Na przykład bezpłatna usługa doradcza – jakie pasty do zębów są najlepsze? Bezpłatny raport dotyczący polecanych przez dentystę past do zębów na pewno mnie zainteresuje. Myję zęby codziennie i zależy mi żeby to robić prawidłowo. Obniżenie ceny za taką usługę do zera sprawi, że nie będę się długo zastanawiał. Z kolei dla ciebie napisanie takiego raportu to żaden koszt. Jesteś specjalistą i dokładnie wiesz jakie pasty stosować. Żeby skorzystać z tej oferty muszę tylko spełnić dwa warunki: podać swój adres e-mail i zgodzić się na kontakt.

Taka reklama będzie miała znacznie lepszy odbiór. To nie będzie już przeszkadzanie tylko pomaganie. Zgoda na kontakt sprawi, że będziesz mógł się ze mną kontaktować za darmo poprzez e-mail i dzięki temu zbudujesz zaufanie i w końcu przekonasz mnie do swoich usług, a jeśli kiedyś zaczną mnie boleć zęby od razu zgłoszę się do ciebie.

To zupełnie inny model marketingu jaki znany jest z telewizji i jaki stosowany jest przez duże firmy. To idealny sposób dla małych firm. Podnosi skuteczność reklamy i obniża jej koszty. Zastosowanie e-mail marketingu jest znacznie tańsze niż tradycyjne mass media. Jest tylko jeden problem: to jest bardzo żmudna praca, która wymaga czasu i zaangażowania. Musisz sam poświecić czas na przygotowanie interesujących materiałów, a efekt w postaci sprzedaży może przyjść dopiero po wielu miesiącach. Jednak rezygnując z przeszkadzania bez trudu zamienisz obcych ludzi w znajomych, a znajomych w klientów, a tych w lojalnych klientów.

Zainteresowany? Jeśli jesteś na tak i jeszcze nie znasz tej strategii to koniecznie sięgnij po książkę „Marketing za przyzwoleniem” i otwórz oczy na nowe możliwości!

1 KOMENTARZ

  1. Przy marketingu za przyzwoleniem napracujemy się niemiłosiernie: indywidualne podejście, rozpoznanie potrzeby, przygotowanie oczekiwanego produktu. Czy skutek wart tego wysiłku? Nie jesteśmy jednymi z wielu, którzy wysyłają do wszystkich tego samego maila lub rozdają ulotki na ulicy – szukamy osobistego rozwiązania, więc klient pożąda naszego produktu bo wie, że sprzedawca zna JEGO potrzeby. Trudno się to przygotowuje, gdy jeszcze czeka codzienna praca… Zobaczymy jakie przyniesie skutki:)

Dodaj komentarz